🐵 Co Zabieramy Na Wakacje Ale Często Z Tego Nie Korzystamy

Co do filmu z opisem włączania roamingu to brak informacji że nieraz są tam odrazu 3 opcje do wyboru: brak roamingu, roaming krajowy, roaming zagraniczny. A co do dzwonienia do Polski z UE, a zwłaszcza spoza UE (jeśli nie mamy wykupionego dodatkowego pakietu na połączenia w danym kraju) to dobrą opcją jest użycie wifi calling. Z tego artykułu dowiesz się jak samodzielnie zorganizować wakacje bez biura podróży, gdzie znaleźć tanie bilety lotnicze, zarezerwować hotel i jak na co zwracać uwagę! Wszyscy marzymy o tym żeby upragniony urlop spędzić w najmilszy dla nas sposób. A sposoby są różne i tak jedni ludzie wolą opalać się na plaży a inni nie Zabieramy kota ze sobą na wakacje – opcja idealna, ale niestety z różnych względów nie zawsze możliwa! Minusem są pewne ograniczenia, np. nie wszędzie możemy wejść.Nie wyjeżdżamy wcale – Idealne rozwiązanie dla kota, ponieważ w jego życiu nic się nie zmienia. Duże poświęcenie z naszej strony. Tłumaczenie hasła "nie korzystamy" na angielski. we do not use we don't use. we will not use. are not using. never use. Niestety nie korzystamy z metod przyspieszonej promocji. Unfortunately, we do not use accelerated promotion methods. Jednocześnie wszystkie figury są wyłącznie dziełem rąk: nie korzystamy z odlewów czy pomocy maszyn Jeżeli jesteśmy na dziko - nam wystarcza na maksymalnie 2,5 dnia. Jeżeli jesteśmy na kempingu naczynia myjemy w miejscach do tego przeznaczonych. Kąpiemy się na kempingu. Z toalety korzystamy na kempingu. Oczywiście można korzystać z tego co kamper nam daje ale tak jest wygodniej i oszczędniej. W zakładce Co zabieramy na wyprawę motocyklową niebawem znajdziecie wszystkie informacje na temat co naszym zdaniem jest przydatne, a co zbędnym nadbagażem. Na początek założyliśmy ambitnie, 850 km do przejechania w półtorej dnia. Jakby było mało to sporą cześć drogi przez Madziarską krainę. Pierwszy przystanek wypadał na Zaoszczędzimy prawie 2 tys. zł. na przelocie w dwie strony, jeśli zdecydujemy się na rejs z przesiadką. Połączenie w terminie 21-28 lipca z Krakowa z transferem w Oslo kosztuje 2555 zł. kiwi.com. Nowy Jork z przesiadką. Natomiast lot bez przesiadki z lotniska w Warszawie już 4450 zł. Przed wyjazdem warto kupić jak najaktualniejszą, by mieć wgląd na wszystkie obecne drogi. 13. Wspólne oświadczenie o zdarzeniu drogowym. Potrzebny formularz znajduje w internecie lub w naszym materiale. Można go wydrukować i wozić ze sobą, by nie tracić w kryzysowej sytuacji nerwów na zorganizowanie formularza. 14. Zdjęcia Wyjazdy integracyjne nie są obowiązkowe, ale zazwyczaj warto na nie pojechać. Koszty są z reguły niewielkie – często część z nich ponosi uczelnia lub samorząd. A przecież wyjazd integracyjny to doskonała okazja do poznania koleżanek i kolegów z roku, a także wdrożenie się w tok studiów. Często uczestniczą w nich studenci Co oznacza oferta first minute. Oferta first minute umożliwia rezerwację hotelu czy wycieczki we wcześniejszym terminie, zazwyczaj na kilka miesięcy przed terminem. Zdarza się, że wakacje letnie można zarezerwować już w styczniu, choć na rynku pojawiają się oferty, z możliwością rezerwacji nawet na rok przed planowanym wyjazdem. Zupełnie się nie zgadzam. Sama wahałam się czy jechać na tegoroczny urlop z biurem podróży czy bez. Taniej okazało się bez. Fuerteventura 9.06-17.06.2015 hotel 4* z all inclusive na własną rękę kosztował mnie 2400 zł (lot bezpośredni ryanairem z wawy, hotel zamawiany na bookingu). Na listę wpisuję wszystko co wydaje mi się w jakiś sposób dla mnie interesujące, oceniam w skali 1-3 i wpisuję jaka dzieli nas do tego miejsca odległość. Nie zdarzyło się jeszcze, żebyśmy odwiedzili wszystkie miejsca z listy, ale lubię mieć wybór wielu miejsc, które danego dnia dobieramy w zależności np od pogody. CQIfXGu. Pakowanie się przed podróżą bywa wyzwaniem. Szczególnie, gdy ze względu na koszty bagażu rejsowego, chcesz się spakować tylko w bagaż podręczny. Sprytne podejście, które ma jeden haczyk. Nie wszystko można włożyć do walizki, którą zabieramy na podkład. Sprawdź w naszym przewodniku, co można mieć w bagażu podręcznym, a czego unikać. To, co można mieć w bagażu podręcznym i jaki może mieć on rozmiar jest podyktowane względami bezpieczeństwa. Szczegóły w tym zakresie znajdziemy w regulaminie linii lotniczych. Odpowiednich zapisów szukamy w częściach poświęconych bagażowi. Bagaż podręczny Wizz Air, Ryanair – wymiary Jest wiele dziedzin, w których rozmiar nie ma znaczenia. Bagaż podręczny do nich nie należy. Liniom lotniczym absolutnie nie jest wszystko jedno, jaki gabaryt wniesiesz na pokład samolotu. Podręczna walizeczka ma się mieścić w luku bagażowym nad głowami pasażerów lub pod siedzeniem. Żeby jednak nie biegać z miarką po każdym samolocie, przewoźnicy poszli nam na rękę i w większości mają jeden rozmiar bagażu podręcznego. Wynosi on maksymalnie 50x4x20 cm i może ważyć między 8 a 10 kg. Każdy pasażer może mieć ze sobą jedną taką walizkę. Ale…w wielu liniach lotniczych możesz zabrać dodatkowo torebkę na ramię, reklamówkę czy torbę z aparatem lub laptopem. I uwaga, uwaga, potraktujmy poważnie zalecenia co do wielkości bagażu podręcznego. Żeby potem na lotnisku nie okazało się, że właśnie musisz dopłacić za bagaż rejsowy, bo twoja walizka za dużo waży czy jest o 5 cm za wysoka. Co można spakować do bagażu podręcznego? Jak sama nazwa wskazuje, w bagażu podręcznym powinny się znaleźć rzeczy… podręczne, czyli najbardziej potrzebne. Nim jednak zaczniesz pakować walizkę, sprawdź listę dozwolonej zawartości bagażu na stronie swojego przewoźnika. Dzięki temu upewnisz się, że przy odprawie nie czeka cię żadna przykra niespodzianka. A co można mieć standardowo w bagażu podręcznym Ryanair, Wizz Air lub innych liniach? sprzęt medyczny (np. ciśnieniomierz) oraz leki, zarówno te na receptę jak i bez płyny (np. kosmetyczne, pielęgnacyjne, płyn do soczewek, perfumy) i to nawet 1 l, ale maksymalnie w opakowaniach 100 ml (czyli możesz mieć 10 opakowań po 100 ml) kremy i dezodoranty żelowe lub w aerozolu lakier do paznokci i płyn do zmywania paznokci (z wyjątkiem łatwopalnych) środki higieniczne (w tym pilniczek, cążki do paznokci i jednorazowe maszynki do golenia) produkty do makijażu sprzęt elektroniczny (np. aparat fotograficzny, laptop, suszarkę, prostownicę, żelazko, odtwarzacz mp3, telefon, baterie) ubrania, obuwie, ręczniki podręczny sprzęt turystyczny i sportowy (np. latarka, pusty termos, lornetka, rolki, płetwy) inne podręczne (np. książki, przybory do pisania, kluczyki) Pamiętaj! Gdy nie zabierasz ze sobą bagażu rejsowego, zroluj ubrania i połóż je na dnie walizki. W ten sposób zajmą mniej miejsca w twoim bagażu podręcznym. Płyny w bagażu podręcznym – można czy nie można? Jeśli chodzi o jedzenie i picie – to tak, w bagażu podręcznym można mieć właściwie wszystko, co nadaje się do konsumpcji. Ale jest kilka ograniczeń. Po pierwsze, jeśli napoje, w tym alkoholowe nie są kupione w strefie wolnocłowej – pamiętaj o ograniczeniu 100 ml płynu na opakowanie. Podobnie jeśli w walizce masz jogurt, kisiel lub inny produkt płynny – jak wyżej – 100 ml na opakowanie. Dotyczy to zarówno linii Ryanair, Wizz Air jak i innych. Dodatkowo, jeśli lecisz lotem transferowym upewnij się, że możesz „bezkolizyjnie’ przetransportować alkohol kupiony na wolnocłówce z jednej linii lotniczej do drugiej. Po drugie, poza regulaminem dotyczącym wymiarów i tego, co można mieć w bagażu podręcznym, trzeba zapoznać się z zasadami dotyczącymi wwożenia i wywożenia napojów i żywności do danego kraju. I tak, np. niektóre kraje zakazują przywozić w bagażu nieprzetworzoną i świeżą żywność. Specyficzne ograniczenia w tym zakresie dotyczą wjazdu do Australii, Islandii, USA. W zależności od przepisów celnych w danym kraju możemy mieć kłopot z wwożeniem alkoholu i papierosów. Tak więc warto przed wyjazdem sprawdzić przepisy celnego danego kraju i zakazy z nich wynikające. Takie informacje znajdziemy w przewodnikach, na stronach rządowych czy na stronach przedstawicielstw turystycznych danego kraju. Ostatnia uwaga dotyczy terenu UE. Latając do krajów unijnych zakazy przewozu żywności cię nie dotyczą. Chyba że przylatujesz z tzw. kraju trzeciego na teren Unii. Wtedy może się okazać, że np. mięso wiezione z Maroka musisz zostawić na europejskim lotnisku. W największym skrócie, w bagażu podręcznym nie mogą się znaleźć przedmioty niebezpieczne i płyny w opakowaniach powyżej 100 ml. Oczywiście, oprócz tych zakupionych w strefie wolnocłowej. Czego w szczególności nie można spakować? ostrych przedmiotów (np. noży, nożyczek, żyletek, sprzętu do szydełkowania i robienia na drutach, golarek, strzykawek, igieł, korkociągów, szpikulców) ostro zakończonych przedmiotów sprzętu sportowego i turystycznego, który jest łatwopalny, ostro zakończony lub ma metalowe elementy substancji toksycznych, chemicznych, łatwopalnych i wybuchowych broni alkoholu powyżej 100 ml (chyba, że był kupiony w strefie wolnocłowej) Jeśli w naszym bagażu znajdą się zakazane przedmioty, służby na lotnisku poproszą cię o ich wyrzucenie. Jeśli nie chcesz się pożegnać z ulubioną finką lub scyzorykiem, nie przewoź ich w bagażu podręcznym. Zwierzęta w samolocie Linie lotnicze Ryanair i Wizz Air nie pozwalają wprowadzać na pokład swoich samolotów jakichkolwiek zwierząt. Jedynym wyjątkiem od tej reguły są psy pełniące rolę przewodnika osób niewidomych. Wymagane jest jednak wcześniejsze zgłoszenie przewoźnikowi tego faktu, a także pokazanie dokumentów potwierdzających, że mamy do czynienia z takim zwierzęciem. PODSUMOWANIE: To, co można mieć w bagażu podręcznym określają regulaminy linii lotniczych. Sprawdzisz w nich, ile może ważyć i mierzyć walizka, którą możesz mieć na pokładzie samolotu. Pakując bagaż podręczny zwróć szczególną uwagę na płyny – możesz mieć ze sobą łącznie 1 l płynnych substancji pod warunkiem, że pojedyncze opakowanie nie przekracza 100 ml pojemności. To, co można mieć w bagażu podręcznym może też zależeć od przepisów celnych i innych danego kraju. Dotyczy to przede wszystkim alkoholu, żywności i papierosów, których nie można wwozić do niektórych państw. Okres urlopowy zbliża się wielkimi krokami, wielu z nas ma już zaplanowany dłuższy wyjazd. Co jednak zrobić z kotem w czasie naszej nieobecności? Pozostawić w domu pod opieką rodziny lub znajomych, zapewnić pobyt w hotelu dla zwierząt czy może zabrać go ze sobą? Koty to zwierzęta bardzo wrażliwe na stres związany z rozłąką z właścicielem jak również ze zmianą miejsca pobytu oraz transportem. Jaka metoda opieki nad kotem w czasie naszego urlopu będzie dla niego optymalna? Wyjazd na wakacje z kotem? Jeżeli decydujemy się na wyjazd wraz z naszym pupilem warto wybrać miejsca gdzie będzie on mile widziany przez gospodarzy. Tego typu miejsc przyjaznych zwierzętom jest co raz więcej w naszym kraju i warto skorzystać z ich usług. W wyprawce urlopowej dla kota powinno znaleźć się kilka niezbędnych przedmiotów jak: kuweta z zapasem żwirku, karma, smycz wraz z szelkami czy obróżką oraz adresówką (z którą kot nie powinien się rozstawać), warto zabrać też drapak (aby kot nie poczynił większych zniszczeń w miejscu naszego wypoczynku), należy mieć ze sobą książeczkę zdrowia kota oraz w przypadku wyjazdów zagranicznych paszport z aktualnymi szczepieniami. Podczas urlopu z kotem najbardziej stresujący dla niego zwykle okazuje się sam transport, z tego względu nie polecam zabierania kota samochodem w bardzo dalekie trasy. Powinien się on odbywać w odpowiednim do wielkości kota transporterze, który zapewni mu większe bezpieczeństwo w czasie podróży. Należy robić częste postoje w czasie których podajemy kotu wodę i zabieramy na krótki spacer w celu uspokojenia skołatanych kocich nerwów oraz załatwienia potrzeb fizjologicznych. Zdecydowanie odradzam karmienie kota w czasie podróży oraz przekarmianie go na krótko przed wyjazdem, aby przeciwdziałać dyskomfortowi ze strony brzucha w czasie jazdy oraz wymiotom. Oczywiście jeżeli czeka nas kilkanaście godzin jazdy lekki posiłek jest wskazany. Jeżeli transport bardzo stresuje naszego pupila można zastosować środki uspokajające. Są dostępne środki o silnym działaniu do podania tuz przed podróżą. jednak lepiej sprawdzają się leki lekko wyciszające, które zwykle wymagają rozpoczęcia podawania na kilka dni przed planowanym urlopem. Nie wywołują one ogłupienia czy snu u kota a jedynie zmniejszają odczucia stresowe, zaś sam kot pozostaje w pełni świadom i może kontrolować własne ciało w czasie jazdy. Jeżeli nasz pupil źle znosi pobyt w nowych miejscach może istnieć konieczność podawania tego typu środków przez cały okres naszego urlopu. W czasie urlopu nasz kot większość czasu i tak będzie spędzał w miejscu naszych noclegów, jednak warto zabierać go na spacery, co zapewni mu pewne urozmaicenie w porównaniu do siedzenia w obcych pomieszczeniach. Można też zaopatrzyć się w ulubione zabawki naszego pupila, aby z nudów nie dokonał zbyt wielu zniszczeń np. mebli. Pamiętajmy, że nasz kot może zachorować w czasie urlopu, dlatego zawsze warto mieć ze sobą jego książeczkę zdrowia, dzięki której badający go lekarz weterynarii będzie miał wgląd w dotychczasowe leczenie, zabiegi i profilaktykę chorób zakaźnych oraz pasożytniczych. Kot sam w domu? Jeżeli mamy taką możliwość zwykle najlepszą opcją jest pozostawienie kota w domu pod opieką rodziny lub znajomych. Oszczędzimy w ten sposób zwierzakowi stresu związanego z nowym miejscem oraz transportem, a nasz pupil najlepiej będzie się czuł na własnym terenie. Jedyną wadą jest zmiana opiekunów, ale to i tak najbardziej optymalny sposób spędzenia okresu naszego urlopu przez kota. Opiekun powinien odwiedzać naszego pupila przynajmniej raz dziennie, aby zapewnić mu zawsze świeżą wodę, pokarm oraz czystość w kuwecie. Oczywiście w domu powinniśmy mieć odpowiedni zapas karmy i żwirku, a opiekun powinien mieć dostęp do książeczki zdrowia kota. Warto również pozostawić adres lekarza weterynarii zajmującego się zwykle naszym pupilem, a także najbliższej całodobowej kliniki weterynaryjnej. Najlepszą opcją byłoby gdyby opiekun zamieszkał u nas na czas naszej nieobecności, co daje kotu większe poczucie bezpieczeństwa. Jeżeli nie mamy nikogo znajomego, który mógłby podjąć się częstych odwiedzin naszego kota, możemy skorzystać z hotelików dla kotów, jest to jednak najbardziej stresująca opcja. W hotelu kot znajduje się na obcym terenie wypełnionym zapachami licznych zwierząt, zaś opiekunowie są mu zupełnie nieznani. Z tego powodu hotel powinien być ostatecznością, jeżeli pozostałe sposoby są niemożliwe do zrealizowania. Każdy doskonale zna swojego kota i wie czy to typ domatora czy może urodzony podróżnik. Warto nasze plany wakacyjne dostosować do usposobienia naszego pupila. Dzięki temu możemy cieszyć się udanym odpoczynkiem bez zamartwiania się o naszych małych czworonożnych podopiecznych. Teksty na blogu nie są poradą lekarską oraz nie zastępują wizyty u lekarza weterynarii. Dorota Jóskowiak Komentarze 05-06-2018 mój Kitek jeździ z nami na wakacje od lat, w transporterze + zawsze szeki na spacer W swoich podróżach nigdy nie ograniczaliśmy się do jednego środka transportu. Latamy samolotami, jeździmy lokalnymi pociągami i busami (np. marszrutka w Gruzji, daladala na Zanzibarze, bush taxi w Gambii), których jakość często pozostawia wiele do życzenia, pływamy promami czy łódkami. Zresztą korzystanie z lokalnych środków transportu pozwala w znacznej mierze poznać lepiej codzienne życie mieszkańców danego kraju. Sprawia, że kontakt z nimi staje się łatwiejszy. Nie da się jednak ukryć, że z wielu powodów uwielbiamy także wakacje samochodem! Czy to własnym, czy też wypożyczonym. Dlaczego kochamy podróże autem? Jakie dają nam możliwości? Jakie możliwości dają wakacje samochodem? Łapanie noclegu na trasie lub nocleg w samochodzie Podróżując samochodem bardzo często noclegi łapiemy na trasie, bez wcześniejszej ich rezerwacji. Korzystamy z dnia tak długo jak się da, a kiedy zapada zmrok zaczynamy rozglądać się za noclegiem. Daje nam to dużo korzyści. Przede wszystkim nie musimy planować z wyprzedzeniem gdzie będziemy spać. Jeśli w jakimś miejscu nam się spodoba, to bez problemu możemy spędzić w nim więcej czasu, bo nigdzie nie musimy się spieszyć. Możemy obejrzeć miejsce, w którym przyjdzie spędzić nam noc – często zdjęcia nie oddają rzeczywistości. Mamy też możliwość negocjacji ceny, z czego często korzystamy. Możecie zapytać, a co jeśli nie uda nam się znaleźć noclegu? Samochód daje nam poczucie bezpieczeństwa, ponieważ zawsze możemy w nim spać (zdarzyło nam się to kilkukrotnie, ale nie dlatego, że nie udało nam się złapać noclegu, ale np. podczas długiej trasy robiliśmy 3-4 godzinną przerwę na sen i ruszaliśmy dalej). Jeśli przez dłuższy odcinek trasy nie udaje nam się znaleźć żadnego noclegu (mieliśmy takie sytuacje na Litwie i Łotwie, które zwiedzaliśmy po sezonie), to zawsze możemy skorzystać z Internetu w telefonie (w ramach abonamentu, lub z wifi np. na stacji benzynowej) i poszukać noclegu na bookingu, lub innym portalu. Podróżowanie samochodem daje nam ten komfort, że podjechanie nawet 50 kilometrów czy więcej nie stanowi większego problemu. Jeśli zależy nam na maksymalnym ograniczeniu kosztów, to oczywiście możemy od początku założyć, że spać będziemy w samochodzie. Fajnie sprawdzają się wtedy parkingi przy stacjach benzynowych, bo mamy tam dostęp do toalet. Możemy spakować więcej rzeczy Podróżując samochodem nie musimy się martwić ograniczeniami bagażu, jak w przypadku lotu samolotem, czy nawet pociągiem lub autobusem (nawet jeśli mamy spory limit bagażu, to ktoś go musi później nosić). Do samochodu możemy spakować więcej rzeczy, co poprawia nasz komfort podróżowania jak i znacząco może wpłynąć na ograniczenie kosztów podróży (nie musimy kupować często droższych rzeczy na miejscu, możemy spakować lodówkę turystyczną, kuchenkę gazową, garnki i inne akcesoria do gotowania i zamiast stołować się w knajpach – możemy gotować samodzielnie, w każdej chwili możemy napić się kawy, czy herbaty). Im większy samochód, tym więcej jesteśmy w stanie zabrać ze sobą. Spora przestrzeń bagażowa w samochodzie daje nam też możliwości zrobienia większych zakupów po drodze. Z naszych tegorocznych wojaży po Bałkanach przywieźliśmy w sumie ponad 60 butelek węgierskiego i kosowskiego wina, które są nie tylko bardzo smaczne, ale i znacznie tańsze niż w Polsce. Do tego kupiliśmy jeszcze sporo innych „pamiątek”. Gdybyśmy podróżowali samolotem, to po pierwsze w życiu nie zmieścilibyśmy do bagażu takiej ilości wina, nie mówiąc o innych rzeczach, a po drugie nie zatrzymywalibyśmy się na Węgrzech – w kraju winem płynącym. Podróżując samochodem, przejeżdżamy przez wiele krajów i regionów i w każdym możemy bez problemu zatrzymać się i kupić interesujące nas produkty. Koszty podróży Wiele osób myśli, że podróżowanie samochodem jest drogie. Jednak jeśli rozłożymy koszty (paliwo + opłaty drogowe) na kilka osób, podróż samochodem często wychodzi taniej niż np. samolotem. Możemy te koszty jeszcze obniżyć, zabierając ze sobą sprzęt do gotowania (posiłki czy kawa/herbata przygotowane samodzielnie będą na pewno tańsze, niż stołowanie się w knajpach), lub zrezygnować z części noclegów na rzecz spania w samochodzie. Oczywiście można samochodem zorganizować wakacje „na bogato”, jednak samochód daje nam wybór. Co kto lubi, na co kogo stać. Jeśli okazało się, że źle oszacowaliśmy koszty podróży, jadąc samochodem zawsze możemy skrócić wakacje. Z kolei, jeśli nie mamy problemu z wydłużeniem urlopu, a zostały nam środki, zawsze możemy sobie wakacje przedłużyć. I jeszcze jedna istotna sprawa, jeśli chodzi o koszy podróży. Ceny biletów lotniczych prawie zawsze są najwyższe w okolicach długich weekendów (np. majówka, Boże Ciało, święta listopadowe), świąt oraz w okresie wakacyjnym, czyli wtedy kiedy najłatwiej wziąć urlop. Przy podróżach samochodem nie musimy się o to martwić. Ceny paliwa nie są aż tak zmienne. Podróżowanie samochodem pozwala nam więc nie tylko optymalizować wydatki, ale także lepiej zarządzać urlopem. My od kilku lat wyjeżdżamy na majówkę samochodem – zazwyczaj w kierunku Bałkanów. Biorąc 2-3 dni urlopu możemy wyjechać nawet na 10 dni, nie przepłacając za bilety lotnicze, które są w tym okresie drogie. Możemy w każdej chwili zrobić postój Cudowne jest też to, że podróżując samochodem w każdej chwili możemy zrobić postój (no może, nie na środku autostrady :)). Często z tego dobrodziejstwa korzystamy, szczególnie że uwielbiamy polować na ciekawe kadry. Zatrzymujemy się wtedy na poboczu i cykamy tyle zdjęć, ile dusza zapragnie. Podróż lokalnymi środkami transportu niestety nie daje takich możliwości. Możemy oczywiście zrobić zdjęcie z okien autobusu, ale ciężko wtedy złapać satysfakcjonujący kard. Często w ciekawych krajobrazowo miejscach zatrzymujemy się, wyciągamy kuchenkę gazową, czajnik i parzymy sobie kawę, albo nawet przygotowujemy obiad. Delektujemy się chwilą, podziwiając panujące dookoła piękno. Uwierzcie, że dla takich chwil warto żyć! Za możliwość zrobienia postoju w każdej chwili, kochamy podróże samochodowe chyba najbardziej! W każdej chwili możemy też zatrzymać się, żeby na przykład kupić pyszne, lokalne owoce, sprzedawane często przy drodze. Poczucie bezpieczeństwa Podróżowanie samochodem daje nam pewnego rodzaju poczucie bezpieczeństwa. Nie martwimy się o to czy znajdziemy nocleg, bo z tyłu głowy mamy, że w najgorszej sytuacji spędzimy noc w samochodzie. Jeśli coś się wydarzy, zawsze możemy skrócić wakacje i wracać do domu. W razie choroby, mamy możliwość żeby podjechać do lekarza czy szpitala. To właśnie świadomość, że podróżując autem mamy w razie potrzeby łatwy dostęp do lekarza, sprawiła, że nie baliśmy się podróżować w ciąży. Paulina w trasie spędziła 1,5 z pierwszych 4 miesięcy ciąży. Zrobiliśmy ponad 14 tysięcy kilometrów po Europie, rozłożone na trzy wyjazdy. I celowo jako środek transportu wybraliśmy samochód, a nie samolot. Właśnie dlatego, że w razie potrzeby możemy zrobić przerwę, skrócić podróż, czy też poszukać szpitala. Ba! Możemy nawet tego lekarza, czy szpitala poszukać w innym kraju, niż ten który aktualnie zwiedzamy. Takie możliwości daje nam samochód. Możemy zmienić plany w każdej chwili Podróże samochodem dają nam swobodę i pełną niezależność. Na wiele ciekawych atrakcji trafiamy zupełnie przypadkowo, a dzięki własnemu środkowi transportu, możemy zmieniać plany w każdej chwili. Dwa lata temu, podczas roadtripu po Chorwacji tranzytem przejeżdżaliśmy przez małą nadmorską miejscowość – Karlobag, udając się w stronę wyspy Krk. Było już dość późno, więc postanowiliśmy znaleźć tam nocleg. Kiedy dojeżdżaliśmy do Karlobagu, naszym oczom ukazał się niesamowity widok – nagle z wody wyrósł ląd – dziki, surowy. Wyglądało to nieziemsko. Widoki, jakbyśmy wylądowali na księżycu. W jednej chwili oboje wiedzieliśmy, że musimy dotrzeć na tę wyspę. Następnego dnia z samego rana byliśmy już na promie na wyspę Pag. Chorwację odwiedziliśmy ponownie w tym roku, jednak cały czas krajobrazowo Pag to dla nas numer jeden. Chętnie byśmy tam wrócili. A pomyśleć, że nie mieliśmy pojęcia o istnieniu tej wyspy o księżycowych krajobrazach. Z kolei podróżując po Maroku i kierując się w stronę Essaouiry, nagle wyrosła przed nami ogromna wydma. Nie ma bata, robimy postój! Essaoira poczeka. A co wytarzaliśmy się w piasku, jak za czasów dzieciństwa, to nasze 🙂 Do teraz nie wiemy, co to była za wydma, nie potrafilibyśmy nawet jej ponownie zlokalizować. Ot takie ciekawe miejsce, na które trafiliśmy zupełnie przypadkiem. A fakt, że zwiedzaliśmy Maroko wypożyczonym samochodem, sprawił, że bez problemu mogliśmy się tam zatrzymać, zmieniając tym samym plany (noclegi łapaliśmy po trasie, więc nigdzie nam się nie spieszyło). Możemy dotrzeć praktycznie wszędzie, nawet do miejsc, których nie ma w przewodniku, a nawet na mapie Korzystając z lokalnych środków transportu jesteśmy mocno ograniczeni siatką połączeń i rozkładem jazdy. Nie w każde miejsce da się dotrzeć. Ograniczenia te znikają, jeśli podróżujemy samochodem. Możemy nim dotrzeć praktycznie wszędzie. Ograniczają nas jedynie możliwości samochodu. Uwielbiamy zjeżdżać z utartych szlaków. Mimo, że nie posiadamy auta z napędem 4×4, udało nam się niejednokrotnie dotrzeć do miejsc, których nie ma na mapie, do których teoretycznie nie można dojechać. Jednym z takich miejsc była Geamana w Rumunii – wioska, która nie istnieje. Na skutek działalności wydobywczej człowieka została zalana i zniknęła z powierzchni. Dziś Geamana, to toksyczne jezioro, z którego wynurzają się pozostałości dawnej osady. W Holandii zamiast oglądać tulipany w płatnym i mega turystycznym ogrodzie Keukenhof, wyruszyliśmy w poszukiwaniu pól tulipanowych. Znaleźliśmy niejedno i mieliśmy je tylko dla siebie! Lubimy też zwiedzać winnice. Kiedy jesteśmy w regionie winnym, zawsze zatrzymujemy się, spacerujemy wśród winnic i podziwiamy krajobrazy. Czasem poszukując ciekawych, nieopisanych w przewodnikach miejsc, towarzyszą nam dodatkowe przygody, które mimo dreszczyku emocji, później na długo pozostają w naszej pamięci. Tu jako przykład możemy podać poszukiwanie dość oryginalnej plaży w Grecji, w okolicach Salonik. Plaża stanowiła swojego rodzaju spiczasty półwysep wcinający się w morze, a w okolicy znajdował się zatopiony wrak statku. Znalezione w necie przez Michała zdjęcia tak nas zachwyciły, że musieliśmy odnaleźć tę plażę! Mimo, że nie było łatwo, udało się! W pewnej chwili Michał podjechał za blisko plaży i zakopał auto. Byliśmy zupełnie sami, a do najbliższej wioski było kilka kilometrów. Mieliśmy już wizję spędzenia nocy z zatopionym autem na plaży, kiedy z naprzeciwka podjechał terenowy samochód. Kierowca wyciągnął gruby łańcuch i wydobył nas z tarapatów. Przygody były, ale co zobaczyliśmy i przeżyliśmy, to nasze! Do takich miejsc, autobusy niestety nie kursują. Ale to dobrze. Dzięki temu, mamy je dla siebie. Wpis powstał przy współpracy z marką Ford. Odkąd odkryliśmy minimalizm i ideę życia mniej, przestaliśmy kupować wiele rzeczy, które wcześniej wpadały do naszego koszyka regularnie. Z części całkowicie zrezygnowaliśmy, część zastąpiliśmy trwałymi odpowiednikami. Oszczędzanie gotówki to świetny efekt uboczny minimalizmu! Dziś dzielimy się listą 40 rzeczy, których już nie kupujemy! Listen to “#57 40 rzeczy, których już nie kupujemy – minimalizm” on Spreaker. Możesz nas polubić na Facebooku i Instagramie. Transkrypcja odcinka: S: Minimalizm i idea mniej śmieci less waste na dobre zagościły w naszym domu i zmieniły nasze życie w wielu aspektach. Dziś dzielimy się z Wami listą rzeczy, których już nie kupujemy i jest nam z tym Zapraszamy! Ona – lady ogarniacz z listą rzeczy na każdą okazję. On – inżynier z pasją do klusek i motoryzacji. W marcu 2015 r. postanowiliśmy zostać parą a trzy miesiące później podjęliśmy decyzję o wspólnym wyjeździe za granicę. Od tej pory idziemy przez życie razem, uczymy się dorosłości i budujemy wspólną przyszłość. W tym podcaście opowiadamy o naszej drodze i dzielimy się lekcjami, które już odrobiliśmy. Jeżeli interesujesz się oszczędzaniem, podróżami, minimalizmem, szczęśliwym życiem w swoim tempie – zostań z nami na dłużej. Możesz nas słuchać w każdy piątek o w swojej ulubionej aplikacji do podcastów. A także znaleźć w mediach społecznościowych – Razem Lepiej Podcast na Facebooku i na Instagramie. Rzeczy, których nie kupujemy do kuchni J: Nasza lista zawiera niemal 40 rzeczy i zaczynamy ją w Kupowaliśmy wodę w plastikowych butelkach przez długi czas, ponieważ woda w kranie w mieszkaniu w którym mieszkaliśmy przez ponad 2,5 roku była naprawdę kiepskiej jakości i śmierdziała Dlatego podczas szukania nowego lokum ta dobrej jakości woda w kranie była jednym z naszych must have i się Teraz używamy jedynie węgla do czyszczenia wody, który znajduje się w szklanym pojemniku do którego wlewamy wodę z kranu, a następnie gdy chcemy ją wlać do czajniku lub gdy po prostu chcemy się napić wody to nalewamy sobie do kubka czy szklanki z tego Jeżeli jesteście zainteresowani takim węglem do filtrowania to wygooglujcie słowo Drugą największą zmianą w naszej kuchni było zaprzestanie kupowania owoców i warzyw w plastikowych pojemnikach lub workach lub tym Była to także jedna z najłatwiejszych zmian, ponieważ wygooglowanie lokalnego warzywniaka do którego możemy sami podjechać z własnymi siatkami albo zamówić dostawę w jednym kartonie bez zbędnych opakowań zajęło tak naprawdę 5 Na przestrzeni tych ostatnich pięciu lat gdy mieszkamy w Anglii widzimy tutaj też znaczną poprawę. Kiedyś nawet w supermarketach wszystko było pakowane w plastik. Dzisiaj można już kupić praktycznie wszystkie owoce i warzywa luzem. Natomiast my nadal pozostajemy wierni naszemu warzywniaczkowi, ponieważ chcemy tym samym wspierać lokalne l Kolejną dużą zmianą było przestanie kupowania gąbek do mycia naczyń i zastąpienie ich taką szczotką, która ma rączkę bambusową i nakładki z recyklingowego plastiku i tą nakładkę, główkę można wymieniać. Natomiast my mamy tą szczotkę już na pewno ponad półtora roku i przy regularnym dbaniu o nią, czyli wyparzaniu i wypłukiwaniu w sodzie oczyszczonej świetnie ona się nam Przestaliśmy też kupować plastikowe pojemniki na żywność. Przerzuciliśmy się już teraz praktycznie tylko i wyłącznie na takie ze szkła hartowanego z IKEI z bambusową pokrywką, a te plastikowe pojemniki, które mieliśmy do tej pory to po prostu używamy ich albo do mrożenia albo gdy już nie nadają się do jakiekolwiek przechowywania żywności ląduje w garażu i służą jako pojemniki na Nie kupujemy także już plastikowych przyborów przy przeprowadzce nabyliśmy w końcu komplet takich metalowych przyborów kuchennych z drewnianą rączką i one też nam służą kilkanaście miesięcy i na pewno posłużą nam kilka dobrych lat. Jeżeli jesteście zainteresowani tym jaki komplet mamy to podlinkuje Wam podobne na Przestaliśmy też kupować folię aluminiową. Zamiast tego do pieczenia używamy takich silikonowych matek, które są wielokrotnego użytku. Mamy już je blisko trzy lata i naprawdę super się Dużą zaletą takich silikonowych mat jest to, że można je używać tak naprawdę do wszystkiego, pieczemy na niej ziemniaczki, warzywa, ciasta, ciasteczka. One nie przechodzą zapachem. Lekko nam się przysmażyły, ale to zmieniły ich walor estetyczny, natomiast dalej są praktyczne w używaniu i bardzo bardzo je lubimy. Mamy je już prawie trzy lata i to też świadczy o ich wytrzymałości. Natomiast przy tym punkcie jako ciekawostkę Wam powiem, że folię aluminiową również można recyklingować, ale musicie ją wtedy tak jak uzbierać w taką kulkę w wielkości mniej więcej pieści i oczywiście musi być czysta, żeby można było ją oddać do A jeżeli chodzi o przechowywanie żywności w folii aluminiowej na przykład w lodówce to stosujemy do tego po prostu nasze szklane pojemniki z Nie kupujemy też już gotowych mieszanek przypraw czy gotowych dressingów. Jeżeli wygooglujecie ten temat to okaże się, że taka przyprawa do kebabu czy do ziemniaczków może być bardzo łatwo stworzona z podstawowych przypraw, które już macie w domu. Jako, że my mamy ten przyprawnik, taki jakbym powiedziała dobrze wyposażony, ale we wszystkie przyprawy, których regularnie używamy to sami sobie możemy tworzyć takie mieszanki. Jeśli chodzi natomiast o dressingi to myślę, że jeżeli macie w domu oliwę, ocet, musztardę, majonez, ketchupS: Sól, Sól, pieprz to jesteście w stanie stworzyć całe mnóstwo różnych rodzajów sosów do sałatek. Kolejną rzeczą na naszej liście są sosy, potrawy, kisiele i budynie w proszku. To jest coś czego ja byłam ogromnie winna. Kiedy przeprowadzaliśmy się do wspólnego mieszkania w Polsce to w swoim posagu wniosłam cztery takie koszyczki różnego rodzaju sosików i przypraw. Natomiast zupełnie naturalnie teraz nie korzystamy z tego, nie kupujemy, nie brakuje nam tego i nawet ostatnio się złapałam na tym, że trochę się zdziwiłam, że w Anglii też są takie produkty dostępne w Dużą zmianą taką odczuwalna na codzień było też zrezygnowanie z kupowania kawy w kapsułkach. Mieliśmy w domu ekspres ciśnieniowy, który właśnie był na kapsułki i w pewnym momencie wymieniliśmy go na Chemexa oraz na kawiarkę, ponieważ chcieliśmy ograniczyć zużycie plastiku, a każda taka kapsułka przynajmniej wtedy była wykonana z nierecyclingowego I stawała się po użyciu zwyczajnie śmieciem. Natomiast wiemy, że dzisiaj już te rozwiązania się trochę zmieniły i można kupić takie kapsułki do samodzielnego napełnienia. Więc jeżeli macie ekspres na kapsułki i chcielibyście robić to nieco bardziej ekologiczne to warto się w tym temacie zorientować. Swego czasu w naszej kuchni, ponieważ lubimy gotować mieliśmy dużo różnego rodzaju kuchennych gadżetów, na przykład taka silikonowa forma do robienia pancake’ów albo krajalniczka do jajek. Kiedy robicie zakupy nawet w supermarkecie lub na stornie internetowej to takich kuchennych gadżetów, które teoretycznie powinny ułatwiać Wam pracę, a tak naprawdę tylko ją przedłużają, bo jeszcze przecież musicie taki gadżecik znaleźć w przepasnych półkach i jest całe mnóstwo. W związku z tym my przemyśleliśmy co tak naprawdę jest nam potrzebne, czego regularnie używamy i pozbyliśmy się wszystkich nadmiarowych kuchennych gadżetów i zupełnie nam ich nie brakuje. Z tych, które nam zostały to jest spiralizer do robienia makaronu z cukinii na przykład, oraz ubijaczka do mleka do kawy czy forma do pieczenia babeczek, ale z nich regularnie Przestaliśmy też kupować ryż i kaszę w woreczkach plastikowych., Jak się tak nad tym zastanowić to o zdrowych zmysłach gotuje plastik, a później to je wywar z tego gotowanego plastiku. Dlatego przerzuciliśmy się tylko i wyłącznie na ryż i kaszę luzem, a prawda jest taka, ze ugotowanie odpowiednio ryżu czy kaszy naprawdę nie jest To prawda. Okazało się to o wiele prostsze niże się I tym o to sposobem zakończyliśmy dział kuchni i przechodzimy teraz do działu łazienka. Rzeczy, których nie kupujemy do łazienki J: Przestałam kupować duplikaty dla kosmetyków. Mam jeden żel do mycia twarzy, jeden tonik, jeden krem i jeden pilling do buzi i zanim kupię następny staram się zużyć ten który mam, a jeżeli go po prostu już nie mogę zużyć, bo już go przestałam lubić czy przestał on dobrze działać na moją skórę, to staram mu się znaleźć nowe zastosowanie. Kolejna rzecz, którą zupełnie przestałam kupować to lakier do paznokci. Nawet ostatnio się zdziwiłam kiedy na Instagramie zobaczyłam taki post, który pytał kobiety czy nie wstydzą się w ogóle wyjść z domu bez pomalowanych paznokci i wydało mi się to tak po prostu komiczne, czy ktokolwiek się zastanawia czy mężczyźni się wstydzą z domu wyjść bez pomalowanych paznokci, nie maluję paznokci na codzień, rzadko to robię na wielkie okazje, a nawet jeżeli chce to zrobić to wtedy udaje się do kosmetyczki. Nie potrzebuje mieć tych małych buteleczek w różnych kolorach w domu. Nie kupuje też balsamu do ciała, bo po prostu nienawidzę balsamować sobie ciała. Zawsze po dwóch użyciach potem ta butelka stała i prześladowała mnie długimi latami zanim się rozwarstwiła i mogłabym ją bez wyrzutów sumienia Przestaliśmy też kupować szampon w butelce, a przerzuciliśmy się na taki w kostce. Kupujemy najczęściej szampon Lush, a robimy to z tego powodu ponieważ butelka jest plastikowa i chcemy się pozbyć tego zupełnie niepotrzebnego Mamy natomiast jedną butelką szamponu w domu i po prostu wyjmujemy ją ze schowka kiedy przyjeżdżają do nas goście, ponieważ wiemy, że po prostu ze względów higienicznych mogą woleć korzystać z takiego płynnego szamponu w Tak samo sprawa się tyczy mydła w płynie. Normalnie pod prysznicem mamy mydło w kostce dla siebie i zawsze gdy kupujemy to też zwracamy uwagę na to, żeby było zapakowane w papier, czyli coś co podlega recyklingowi, a nie w jakiś foliowy worek na przykład, ale mamy też żel do ciała właśnie na wypadek wizyty Żel do ciała mamy kupiony w takim dużym 5 litrowym opakowaniu i używamy go nie tylko na czas przyjazdu gości, ale to też używamy go jako mydła do rąk, które stoi przy Zarówno w kuchni jak i w łazience mamy szklane pojemniki z pompką do mydła w płynie. Także to też pozwala nam oszczędzić produkcję kolejnych plastikowych butelek kupując małe mydła w W ogóle wszystkie płyny, które kupujemy w dużych pięciolitrowych opakowaniach. Są to płyn do szyb, uniwersalny płyn, mydło w płynie i płyn do toalet. Odkrycie kubeczka menstruacyjnego to też była ogromna pozytywna zmiana w moim życiu i dzięki temu nie kupuje już jednorazowych środków higienicznych takich jak tampony i jeżeli słuchają mnie jeszcze dziewczyny i kobiety, które chciałyby spróbować, a nie mają odwagi albo obawiają się, że to może być niekomfortowe to polecam Wam spróbować przez jeden, dwa czy trzy cykle i przekonać się na własnej skórze. Bo to jest naprawdę olbrzymia pozytywna zmiana.,S: Pozbyliśmy się jednorazowych czy plastikowych golarek. Wymieniliśmy na metalowe ze stali nierdzewnej, które mają wymienne wkłady z żyletki. Żyletki jako również metalowe podlegają recyklingowi, a kupujemy je w małych papierowych opakowaniach. Więc też nie produkujemy ekstra śmieci z tego Przy zakupie tych golarek kupiliśmy zapas chyba stu takich opakowań żyletek i mamy przynajmniej jeszcze połowę. A to było na pewno cztery lata Na początku było trochę trudno się przyzwyczaić jeśli chodzi o zmianę takiej golarki jednorazowej z taką w żyletką w środku, ponieważ to ostrze jest pod innym katem i trzeba być bardziej uważnym i delikatniejszym jeśli chodzi o golenie. Także pierwsze kilka razy było takie dość nerwowe i troszkę krwawe. Kilak zacięć było, ale tak naprawdę dwa trzy golenia i już nabiera się I jeszcze żeby być takim sto procent szczerym to powiemy Wam, że kupuje jednorazowe golarki kiedy jesteśmy na wakacjach, ponieważ raczej nie można podróżować z żyletkami. Też nawet w bagażu nadawanym, a z takim rzadko podróżujemy. Nie wkładamy żyletek i nie zabieramy golarek. Kolejną rzeczą, którą super łatwo zmieniłam na początku naszej drogi do less waste to było zaprzestanie kupowania bawełnianych wacików i na początku sama sobie uszyłam waciki do demakijażu ze ściereczki bawełnianej, której już nie używaliśmy. Natomiast od kilkunastu miesięcy one są schowane i nawet ich nie wyciągam, bo one mi w zasadzie służył do nakładania toniku, a teraz robię teraz to po prostu palcami i rękami. Ewentualnie mam też taką buteleczkę ze spryskiwaczem i jej wtedy używam. Nie kupuję też płynu do demakijażu, ponieważ mam rękawice glov i to jest super wynalazek. Rękawica glov to jest rękawica z mikrofibry, który służy do usuwania makijażu bez użycia żadnych płynów, mleczek czy innych kosmetyków i również świetnie się sprawdza. Co prawda trzeba ją wymieniać, ale ja Wam w tajemnicy powiem, że swoją mam trzy lata i przy sporadycznym używaniu i regularnym praniu ona wciąż mi się sprawuje super. Nie kupuję też już gąbek do ciała, do namydlania ciała podczas prysznica, bo za nie mi po prostu służą moje Ja nigdy nie byłem wielkim fanem perfum, wiec szczególnie nigdy nie kupowałem, ale oboje tak naprawdę zrezygnowaliśmy z To prawda. Ja mam jeszcze kilka flakonów, które dostał albo jeszcze z dawnych lat i je sporadycznie używam. Rzeczy, których nie kupujemy do domu S: To by było na tyle jeśli chodzi o rzeczy z łazienki. Teraz omówimy nieco takie różne misz-maszowe rzeczy, które nam przyszły do głowy. Przede wszystkim przestaliśmy kupować ubrania, które zawierają Mi w ubraniach z poliestrem najbardziej przeszkadza to, że one się zużywają po prostu tak szybko, że czasami kilka prań wystarcza, żeby one zmieniły kolor czy zaczęły pachnięć jakoś okropnie. W związku z tym po tym jak już po prostu zużyliśmy te, które mieliśmy, chociaż naprawdę niektóre z nich to były moje absolutnie ulubione elementy w garderobie to skupiam się na tym, żeby teraz kupować ubrania tylko z naturalnych tkanin, czy to będzie bawełna, len, czy wełna, czy kaszmir. Staram się właśnie takie ubrania wybierać czy to z drugiej ręki czy Przestaliśmy też kupować ubrania na jedną szczególną okazję. Staramy się mieć takie ubrania, które będziemy mogli stosować na wiele różnych okazji i będę dobrze wyglądać zarówno w eleganckich jak i casualowych Ja mam w swojej szafie sukienki, które stylizuje na różne sposoby, zarówno na codzień jak i na jakieś większe wyjścia, jak powiedzmy ślub. Natomiast Sebastian ma jedne garnitur i kiedy zmienia podszewkę, krawat i koszulę to również nadaje zupełnie inny styl swoim stylizacjom. Więc gramy tutaj bardziej W dużej mierze przestaliśmy też kupować nowe ubrania. Są pewne rzeczy, których z drugiej ręki używanych byśmy nigdy nie kupili jak bielizna czy obuwie, ale zdarza się nam na przykład kupować bluzy czy spodnie czy t-shirty. Judyta ostatnio na Ebay-u kupiła sobie jeansy za 30 % oryginalnej ceny ze sklepu, a osoba od której kupiła przesłała jej jeszcze z oryginalną metką. Czyli tak naprawdę były co najwyżej Tak i właśnie w ten sposób staram się szukać tych ubrań, także butów. Bo mam dwie pary butów kupionych z drugiej ręki, ale one były absolutnie nieużywane. Miały metki, miały pudełka i w przypadku butów miały zupełnie nieznoszoną podeszwę i też zawsze kiedy kupujemy z drugiej ręki to właśnie pierwsza rzecz, którą przeglądam czy pierwszy filtr, który nakładam na wyszukiwania to jest właśnie to, żeby one były nieużywane. Dopiero w drugiej kolejności szukam ubrań, które były używane, ale nie mają śladów użytkowania. Przestałam też kupować biżuterię i torebki, ponieważ w biżuterii nie chodzę i nie lubię i nie przepadam. Lubię tylko bransoletki, ale one często się zrywają, więc też już zrezygnowałam z ich kupowania. Natomiast torebkę mam tutaj jedną. Chciałabym mieć jeszcze jedną w Polsce, żeby nie musieć jej ze sobą wozić. Używam jej tak sporadycznie i ona jest takim ponadczasowym, uniwersalnym elementem czarny akcesorium, które sprawdza się w każdej stylizacji, którą przygotowuje z ubrań w mojej szafie. Nie kupuje też butów na obcasie, bo w nich nie umiem chodzić 🙂 Już dawno wyzbyłam się tego, żeby wyglądać elegancko to muszę te pięć, dziewięć, czy dwanaście centymetrów wyższa. Nawet już pozbyłam się tego, że jak idziemy na jakieś wesele to zmieniam je po kościele i po prostu od razu idę w moich ulubionych laciach i będę głośno manifestować, żeby robić po prostu to w czym się czujecie dobrze i czujecie się komfortowo, a nie to co ma wyglądać niby Jak wiecie często podróżujemy i często zdarza nam się latać samolotem, może nie w 2020 roku, ale z reguły karty pokładowe drukowaliśmy. Natomiast przestaliśmy to robić. Przeszliśmy całkowicie na karty pokładowe w aplikacjach. Dodatkowo robimy sobie screenshoty i wysyłamy sobie na Messengerze, żeby w razie gdyby mój telefon nagle padł to żeby Judyta też na swoim telefonie miała nasze karty podkładowe, taki double check. Także też nie produkujemy specjalnie papierowych Jest to super A poza tym nie mamy drukarki w I to też jest coś czego nie kupujemy świadomie, bo faktycznie kiedy zaczęła się pandemia to mieliśmy takie myśli żeby kupić jakąś drukarkę, ale oczywiście wszystkie były wyprzedane i przez te kilka miesięcy okazało się, że jest tylko jedna sytuacja kiedy potrzebujemy drukarki i to jest wydrukowanie etykiety na paczkę i tutaj z pomocą przyszła nam lokalna firma, która w naszej wiosce produkuje banery reklamowe i innego tego typu sprawy i oni nam w ramach sąsiedzkiej przysługi drukują od czasu do czasu taką kartkę. Jest nam bardzo miło i my się wtedy odwdzięczamy im czekoladkami i wszyscy są szczęśliwi i zadowoleni, a my nie potrzebujemy mieć drukarki, tuszu i A to tylko i wyłącznie w sytuacji kiedy nie możemy z jakiekolwiek powodu użyć Hermesa, bo to jest firma, którą najczęściej używamy do wysyłania paczek. Bo oni mają taką super usługę, że etykietkę można sobie wydrukować w punkcie nadania i tam od razu przykleić. Także wystarczyć tylko mieć qr kod z email, podstawić telefon pod czytnik i wszystko samo się drukuje. Bem i Tak, bardzo fajne jest to rozwiązanie. Kolejna rzecz, której już nie kupujemy to są kolorowe magazyny. Ja prenumerowałam Harper Bazar, prenumerowałam Travelera i muszę się przyznać Wam, że mam jeszcze kilka numerów, które przyszły i nie zdążyła ich przeczytać, więc będę to robić w jesienne wieczory, ale totalnie przestałam kupować kolorowe magazyny. Jest to związane też z tym, że jeżeli jest jakiś ciekawy artykuł to można wykupić do niego cyfrowy dostęp na przykład, do tego jednego artykułu albo na miesiąc do danej publikacji, a także znalazłam dużo ciekawych magazynów w sieci, które są dostępne za darmo i tam sobie podczytuje różne Sporą zmianą również dla naszego budżetu było to, że gdy ruszamy na jakąś wycieczkę albo w podróż to nie polegamy na kupowaniu jedzenia na stacjach benzynowych, lotniskach, tylko robimy sobie po prostu na podróż kanapki, tosty albo To jest związane z tym, że kupiliśmy sobie nasz wspaniały panini maker. Zawsze mieliśmy taki rytuał, że jak jechaliśmy z lotniska albo na lotnisko to sobie kupowaliśmy tosty z serem z kosty i takie lubiliśmy, a teraz możemy sobie takie tosty z serem z Costy przygotować w domu i zabrać w podróż i Wam serdecznie rekomenduje zabieranie własnego jedzenia, a nie żywienia się na lotniskach czy na stacjach benzynowych., Bo po pierwsze umówmy się, że oferta tam jest mocno ograniczona, a po drugie też cena kanapki na lotnisku powala, a my często kupowaliśmy sobie tego typu zachciankowe Oczywiście jeżeli sytuacja jest nagła i nie macie nic innego to wiadomo, ale myślę, że jeżeli można się przygotować zawczasu w domu to warto. Oczywiście rok 2020 to głównie zakupy przywożone do domu, ale już wcześniej jeżdżąc do supermarketu przestaliśmy polegać na jednorazowych foliowych siatkach, a zaopatrzyliśmy się w porządne, wielorazowe torby. Przede wszystkim po to, żeby nie zużywać tyle tych jednorazówek, nie wyrzucać tego później do śmieci albo nie trzymać pod zlewem w siatce na siatki. Bo prawda jest taka, że jak one raz w tej siatce wyląduje to najprawdopodobniej nigdy już z niej nie Kategorie różne mamy za sobą. Przechodzimy do kategorii Dom. Ja bardzo lubię cięte , świeże kwiaty i przez długi czas w co tygodniowych zakupach takie kwiaty nabywaliśmy, ale nie jest to dobre rozwiązanie. Nie tylko ze względu na to, żer te kwiaty musiały pokonać długa drogę żeby się znaleźć w naszym lokalnym supermarkecie, ale też ze względu na to, że są one zazwyczaj zapakowane w folię i tez nie są trwałe, dlatego teraz z nich zrezygnowałem, a latem kiedy mamy własny ogródek i tam rosną kwiaty to sobie z nich robiłam własne kompozycje i też nam przynosiło sporo Z podróży przestaliśmy przewozić praktycznie jakiekolwiek pamiątki, żadne magnesiki, żadne dinozaury z Krupówek, żadnych ciupasek, nic takiego. To są później wszystko takie graty, które gdzieś upycha po kątach i one w zasadzie nie mają miejsca i do niczego się nie nadają i w zasadzie nigdy nie wiadomo co z nimi zrobić. Wyrzucić je szkoda, bo przecież kupiliśmy i wydaliśmy pieniądze, dlatego powiedzieliśmy sobie dość. Wolimy raczej stawiać na doświadczenia i będąc w podróży próbujemy na przykład zapisać się na lekcję gotowania lokalnych potraw albo odwiedzili lokalną winiarnię i tam skosztować jakichś lokalnych trunków, poznać historię tego regionu, coś co będzie raczej stanowiło pamiątkę w naszej pamięci niż jakiś fizyczny bibelot, który najprawdopodobniej skończy gdzieś w ciemnym kącie lub w koszu na zdjęć. Robimy też dużo zdjęć, które później sobie katalogujemy i te najlepsze sobie drukujemy jako formę pamiątek tych pięknych chwil, które chcemy zatrzymać i sobie je często Przewozimy też ze sobą pół walizki jedzenia, które potem używamy w naszym jedzeniu i to jest też super doświadczenie, które pozwala nam wracać wspomnieniami do wakacji i do wyjazdów. I jeszcze w kategoriach pamiątek to ja sobie przywiozłam teraz Grecji taki komplet łyżek z drzewa oliwnego, ale tylko dlatego, że ja takich łyżek poszukiwałam przez dwa lata praktycznie. Więc teraz mam nie dość takie akcesorium w kuchni, którego potrzebowałam, z którego regularnie korzystam, to jeszcze taką praktyczną pamiątkę. Wiec jeżeli faktycznie macie coś takiego czego chcecie, czego szukacie i znajdziecie to na wakacjach to wtedy polecam Wam sobie kupienie tego w ramach souveniru. Nie kupujemy też już dekoracji do domu, żadnych ozdobnych poduszek, żadnych figurek. Mamy sezonowe dekoracje na święta Bożego Narodzenia i na święta Wielkanocne i z nich jest bardzo dumna i zawsze je z wielką radością wyciągam. Bo i te okresy dla nas są takie specjalne i chcemy je też podkreślić dekoracjami w naszym domu. Natomiast w innym czasie używamy tego co jest praktyczne. Jeżeli poduszki to niedekoracyjne, ale faktycznie takie na których można sobie zrobić drzemeczkę. Teraz jesienią mamy dynie, ale potem ją zużyjemy w kuchni przygotowując w niej jakieś pyszne danie. Aktualnie też za ozdobę służą nam dojrzewające na parapecie pomidory i muszę Wam powiedzieć, że jest to piękna ozdoba. Więc raczej idziemy w tym kierunku. Nie kupujemy nadmiaru. Już strasznie dawno nie kupuje świeczek, ale też trochę dlatego, że miałam spory zapas, który udaje mi się teraz powoli zużywać, ale też myślę, że kiedy zużyje mój zapas to będę kupować jedną i faktycznie używać jej do samego Zrezygnowaliśmy też z takich rzeczy jak planery, notesy czy inne artykuły papiernicze. Wszelkie notatki bądź kalendarze przenieśli tak naprawdę już do naszych komputerów i telefonów. Wszystko prowadzimy teraz w formie elektronicznej. Przede wszystkim dlatego, żeby nie zużywać niepotrzebnie papieru. Ja wiem, że jest wiele osób, które dalej lubią jakby pisać ręcznie i notować ręcznie, robić ręcznie notatki. Ma to sens. Natomiast my przedłużyliśmy tutaj komfort posiadania wszystkiego w jednym miejscu, a nie walających się kartek z różnymi zapiskami i myślami po całym domu. Wszystko mamy po prostu w jednej aplikacji i to powoduje taką lepszą Ja mam taki jeden zeszycik jeszcze do bazgrolenia i faktycznie wykorzystuje go do ostatniego wolnego miejsca i używam go na przykład w czasie konferencji zoomowych kiedy coś notuje, a jednocześnie korzystam z komputera w inny sposób, albo kiedy pracuje na komputerze, a przychodzi mi do głowy jakaś myśl, że coś muszę zrobić to wtedy sobie spisuje obok na kartce papieru i wracam do niej jak już skończę Na samym początku naszego podcastowania robiliśmy notatki do odcinków na odwrocie już zadrukowanych kartek w formie takiego recyklingu i nadawania im jeszcze jednego życia, ale też przerzuciliśmy się do aplikacji. Teraz używamy akurat TikTik-a, którego współdzielimy. Mamy wspólną listę, gdzie mamy harmonogram odcinków i do każdego z odcinka wspólnie piszemy notatki i później po prostu czytamy to z ekranu naszego komputera. To też pozwala nam mieć synchronizację tych notatek. Także jeżeli Judyta wpadnie na jakiś pomysł co jeszcze by można było w odcinku dopowiedzieć wchodzi w aplikację i może zobaczyć, że na przykład ja już też wpadłem wcześniej na ten pomysł i to tam wpisałem i nawet nie musiałem jej o tym mówić i vice versa. W ostatnich dwóch latach przeprowadzaliśmy się dwa razy i za każdym razem stan naszego umeblowania domu nieco się zmieniał. Musieliśmy albo coś dokupić albo sprzedać. Pierwszym naszym wyborem zawsze w takiej sytuacji jest sięgnięcie jest po sprzęt lub meble z drugiej ręki. Dzisiaj tak naprawdę nagrywamy ten podcast i siedzimy na krzesłach, które kupiliśmy z drugiej ręki przy stole, który kupiliśmy z drugiej ręki i go odrestaurowaliśmy. Przed nami stoją poduszki z kanapy, którą kupiliśmy za super małe pieniądze tylko dlatego, że była brudna, a poświęcając pół dnia przywróciliśmy ją praktycznie do stanu oryginalnego. Łóżko w naszej zapasowej sypialni…J: Też jest z drugiej ręki, a łóżko z palet, które sami zrobiliśmy to również są palety, które dostaliśmy z jakiejś Za darmoJ: Za darmo, która się ich po prostu Jedyne co kupiliśmy nowe to materace, bo to jest też jedna z takich rzeczy, które raczej wolimy mieć nowe niż Ogrom mebli w naszym domu jest z drugiej ręki. Powiedziałabym, że 98 %. Tak nie kupujemy już nowych Czasami zdarza nam się, że my kupujemy te nowe meble tylko, że one są z drugiej ręki. Na przykład nasza lampa na trójnogu, którą już kiedyś o tym wspominałem. Upatrzyłem sobie w sklepie, kosztowała 120 funtów, a to jest cena, której w życiu nie dałbym za taką lampę, a kilka dni później Judyta znalazła ją na gumtree za 40. Pani, która ją sprzedawała tak naprawdę otworzyła tylko pudełko i nawet nigdy z tego pudełka nie wyciągnęła. Także miałem nówkę sztukę za jedną trzecią Nie kupujemy już tekstyliów domowych. Głownie z tego względu, że po prostu mamy tyle ile potrzebujmy, czyli po jednej narzucie na łózko, po jednym komplecie zasłon na okno i to jest to minimum, które chcemy mieć i już więcej nie Nie kupujemy też dywanów, bo ich nie lubimy. Uważamy, że dywany to jest siedlisko zła i kurzu i wolimy mieć po prostu podłogi z desek bądź z paneli. Dlatego też zrezygnowaliśmy ze wszelkiego rodzaju dywaniczków, chodniczków i innych tego typu Nie kupujemy też rzeczy dla gości, pościeli, ręczników, zastaw kuchennych czy kompletów sztućców. Wszystko z czego korzystamy to korzystamy też na Ja wiem, że w Polsce jest taka tradycja posiadania świątecznej zastawy, którą wyciąga się raz na rok, a gdy córka wychodzi za mąż to się jej przekazuje w posagu, ale szczerze ja tego nie rozumiem. Dlaczego miałbym sobie odmawiać jedzenia na jakiejś fajnej zastawie..J: Jeżeli już mamS: Jeżeli już mam, to dlaczego miałbym sobie odmawiać przyjemności jedzenia na fajnym, ładnym talerzu. Skoro on jest taki super to jak chcę go używać codziennieJ: Dla siebieS: Tak i celebrować po prostu radość tego codziennie, a nie tylko kilka jak dobrze pójdzie kilka razy do Tak, moim zdaniem też takie trzymanie pościeli, ręczników dla gości to ejst po prostu marnowanie przestrzeni, którą dysponujecie, a rzeczy chcą być używane i chcą być kochane. Warto używać rzeczy, które się To wszystko co dla Was przygotowaliśmy w dzisiejszym odcinku. Dziękujemy bardzo, że byliście z nami. Dajcie znać na naszym Instagramie jakich rzeczy Wy już nie kupujecie, z jakimi rzeczami Wam łatwo przyszło się rozstać i za którymi rzeczami już w ogóle nie płaczecie, a Wasze życie dzięki temu, że się ich pozbyliście stało się ciekawsze, prostsze, a może nawet i Zapraszamy Was też do naszej grupy na Facebooku, gdzie możecie sobie z nami porozmawiać, pogadać, dać swoje pomysły na tematy o których chcielibyście posłuchać, albo po prostu napisać jakich rzeczy Wy już nie kupujecie. Trzymajcie się zdrowo. Dobrego Szufla!!!. Muzyka: Young Love by LiQWYD @liqwyd. Music provided by Free Music for Vlogs Uwielbiam się pakować. Robię to w 10 minut, z szerokim uśmiechem na twarzy. :) Swoje sposoby opisywałam już kilkukrotnie lecz wciąż pojawia się z Waszej strony sporo pytań. Na gros pytań trudno będzie mi odpowiedzieć z uwagi na brak odpowiednich doświadczeń, np. jak efektywnie spakować sakwy rowerowe czy też przygotować się na przeprowadzkę na pół roku za granicę (jeszcze!). Jednak podróżuję sporo i przygotowałam garść podpowiedzi od trochę innej strony, mianowicie listę 5 rzeczy, których nie potrzebujesz pakować jadąc na wakacje. 1. Wszystkiego, co zbędne Hehe, w zasadzie na tym punkcie mogłabym zakończyć tekst. ;) Problem z wszystkimi poradnikami na temat pakowania się jest taki, że nie są one uniwersalne. Nie mogą być. Każdy wyjazd jest inny, a przede wszystkim każdy z nas ma zupełnie inne potrzeby na wakacjach. Grunt to zdawać sobie z tego sprawę. Jeśli śledzicie różnorakie blogi, możecie na ich podstawie wysnuć ogromnie mylące wnioski. Najczęściej na fotografiach z wyjazdów widzicie blogerki w super stylizacjach, przygotowanych perfekcyjnie z myślą o miejscu, w którym się znajdują. Paryż = berecik, paski i czerwona szminka. Wielki Kanion w USA = kraciasta koszula. Plaża = boskie bikini, a najlepiej kilka plus dmuchany flaming. Pierwsza myśl – też tak chcę. Też chcę mieć takie superanckie wystylizowane fotki. I ok, nie ma w tym nic złego. Jedynie musisz się doskonale przygotować, wymyślić sobie ałtfity, które sfotografujesz w odpowiednich miejscach, a potem zapakować naprawdę sporą walizę. Coś za coś. Przyznaję, też czasami tęsknie wzdycham do takich super pięknych fotografii, ale dawno pogodziłam się z faktem, że… szkoda mi na nie czasu. :) Wiem, jak lubię spędzać wakacje i na pewno nie jest to opcja w postaci dbania o stylizacje, robienia makijażu, układania włosów itp. To mój wybór. Na wakacjach chcę być swobodna, nie spinać się, nie myśleć w kategoriach MUSZĘ. Teraz Ty. Zastanów się, jak tak NAPRAWDĘ lubisz spędzać wakacje. Lubisz wskakiwać w sukienkę i obcasy? Super – spakuj je. Jednak, jeśli robisz to tylko, bo może coś wypadnie, bo może poczujesz się głupio na kolacji, gdy reszta kobiet będzie w obcasach to niech Ci się zapali lampka. Bo MOŻE, z Twojego punktu widzenia te rzeczy są zwyczajnie zbędne? To samo dotyczy kosmetyków, w tym tych do makijażu, strojów kąpielowych, biżuterii, sportowych gadżetów i masy innych rzeczy. 2. Mądrych książek To ci dopiero punkt, prawda? :) Spróbuj w wakacje odpocząć. Odpocząć także od oczekiwań w stosunku do samej siebie. Od nieustannego poczucia obowiązku rozwoju osobistego. Przerobiłam to ostatnio na sobie. Postanowiłam odsunąć z listy książek wszystkie poradniki, książki psychologiczne, naukowe, prawnicze. Odsunąć to, co służy przecież mojemu rozwojowi, na rzecz wypoczynku. Także tego w głowie. Poczytaj coś lżejszego, beletrystykę, dobry kryminał, a choćby i 50 twarzy Greya jeśli masz na to prawdziwą ochotę. Nie katuj się ambitną prozą tylko dlatego, że tak trzeba lub wypada. Wiem, straszna to porada, ale naprawdę, raz do roku, w wakacje zrób sobie urlop od ambicji. Krzywda Ci się nie stanie. Uprzedzając ewentualne komentarze – czytanie dobrych, mądrych i rozwijających tekstów jest, moim zdaniem, w życiu niezbędne. To jak zdrowe jedzenie, którym żywimy ciało. Jednak, od jednej okrutnie słodkiej bezy z truskawkami jeszcze nikt nie umarł. ;) Do walizki nie pakuję również papierowych książek, w każdym razie bardzo rzadko. Kupienie czytnika to była jedna z lepszych decyzji i większość książek, które czytam jest w wersji elektronicznej (poza wypożyczonymi). Super przydatne, nie tylko w postaci lżejszego plecaka. 3. Ubrań, których i tak nie włożysz W większości przypadków, jadąc na wakacje mamy w tym czasie zaplanowane konkretne aktywności: opalanie się na plaży, wędrówki po górach, zwiedzanie, uprawianie sportu itp. Często bywa tak, że właśnie te aktywności wymagają konkretnego bagażu: butów trekingowych, ciepłego polaru, maski do nurkowania, aparatu fotograficznego. Taki bagaż zajmie miejsce i czasami nie będzie możliwe zminimalizowanie go np. do wielkości bagażu podręcznego. To zupełnie zrozumiałe. Dlatego, weź odrobinę przykład z blogerek, o których wspominałam w punkcie pierwszym i przygotuj się. Przemyśl, jakiego rodzaju sprzęt i ubrania będą Ci potrzebne. Zastanów się dobrze np. ile razy będziesz wychodzić w góry, czy będziesz miała możliwość prania, ile koszulek potrzeba Ci będzie na zmianę. Jednocześnie zostaw w domu buty do biegania, jeśli masz je spakować tylko w celu uciszenia wyrzutów sumienia, a tak naprawdę marzysz tylko o leżeniu plackiem na plaży. Bądź szczera sama ze sobą. To ważne tak po prostu, ale i pozwoli zminimalizować ciężki bagaż. 4. Bagażu niedopasowanego do wielkości walizki/torby/plecaka Często podróżuję samolotami, dlatego wydawało mi się, że przygotowując się do wyjazdu każdy działa podobnie: najpierw mniej więcej zastanawia się, jak duży bagaż jest potrzebny, potem wybiera opcję bagażu przy zakupie biletu, a na samym końcu dopasowuje liczbę zabieranych rzeczy do wielkości bagażu. Jednak, sceny, które zdarza mi się obserwować na lotniskach czy dworcach przeczą tej logice. :) Wielokrotnie widziałam osoby przepakowywujące w ostatniej chwili walizki i torby, żeby np. zmieścić się w limicie wagowym, nie będące w stanie wtargać ogromnej walizki do pociągu czy zmieścić w bagażniku samochodu. Gdy podróżujesz samolotem… Podróżując samolotem jest paradoksalnie najłatwiej, ponieważ limity bagażowe narzucają nam obowiązek ograniczenia wielkości bagażu. Oczywiście, zawsze można zapłacić za nadbagaż, ale mój wewnętrzny skąpiec nie przewiduje takiej opcji. :) Dlatego też, warto naprawdę skrupulatnie sprawdzić limity w linii lotniczej, którą podróżujemy. Marka Zalando, z którą współpracuję, przygotowała super zestawienie, uwzględniające również tanie linie, którymi latam najczęściej. Kompletny przewodnik po rozmiarach bagaży podręcznych i ograniczeniach wagowych – kliknij, aby przeczytać. Od siebie dodam jedynie, że Wizzair w ostatnim czasie ogłosił zmiany w limitach bagażu, które zaczną obowiązywać od 29 października 2017 roku. Zamiast bezpłatnego mini bagażu podręcznego będzie można bez dodatkowych opłat wnieść większy bagaż o wymiarach 55 x 40 x 23 cm i wadze do 10 kg czyli podobnie, jak w „normalnych” liniach lotniczych. Nie ma jedynie pewności czy bagaż podręczny faktycznie będzie podręczny – część i tak ma trafić do luku bagażowego. Gdy podróżujesz samochodem Kolejny środek transportu, któremu chciałabym poświęcić kilka słów to samochód. Spakować się do samochodu (zwłaszcza, gdy pakujesz całą rodzinę) jest trochę łatwiej, ale tak naprawdę dużo trudniej. Pozornie łatwiej, bo masz do dyspozycji dużo więcej miejsca, niż w samolocie czy pociągu. Trudniej, bo dopychając kolanem bagażnik nie myślisz jak będzie wyglądało np. wypakowanie tego bagażu i przeniesienie do pokoju hotelowego, gdy trzeba będzie w tym samym czasie ogarnąć zameldowanie się i przypilnowanie dzieci. ;) Dodatkowo, komfort podróżowania (zwłaszcza wielogodzinnego) samochodem jest dużo wyższy, gdy nie upychamy pod nogami pasażerów niezliczonych toreb i torebeczek. Ostatni argument – obciążony do granic możliwości samochód spala dużo więcej paliwa, a co za tym idzie podróż jest bardziej kosztowna. Gdy podróżujesz z plecakiem… Przyznaję, że nie mam w tym względzie wielu doświadczeń. Od kiedy pamiętam podróżowałam z torbą lub małą walizką, dlatego też będę posiłkować się radami ekspertów. W poprzednich tekstach na temat pakowania się, przykładowo tutaj, linkowałam do filmu pokazującego triki na pomieszczenie większej liczby rzeczy w bagażu. W sieci znajdziecie też sporo porad, ale z reguły dotyczą one pakowania się do walizki. Tymczasem, marka Zalando przygotowała w swoim podróżniczym poradniku film pokazujący praktyczne wskazówki sprawnego pakowania plecaka turystycznego. Odsyłam zatem, zwłaszcza, że patent z nietypowym (zawijanym na sztywno) rolowaniem ubrań jest wart zapamiętania nie tylko przy pakowaniu plecaka! 5. Rzeczy, których nie miałaś okazji sprawdzić przed wyjazdem Ta zasada tyczy się większości rzeczy, które zabieramy ze sobą wyjeżdżając – ubrań, kosmetyków, butów, akcesoriów sportowych itp. Na wakacjach, ale też np. na służbowym wyjeździe, chcę się skupić na aktywnościach, odpoczynku, a nie na „gaszeniu pożarów”. A ryzyko takiego pożaru jest dużo wyższe, gdy zabierzemy ze sobą rzeczy, których nie mieliśmy okazji wcześniej przetestować. Najważniejsza kwestia to kosmetyki – tutaj będę się powtarzać do granic możliwości – wbrew popularnym poradom nie zabierajcie w podróż próbek produktów, których nie mieliście możliwości sprawdzić. Nawet super hiper drogie i ultra ekologiczne produkty mogą mocno uczulić, wywołać podrażnienie czy źle zareagować w połączeniu ze słońcem. A ostatnia rzecz, na jaką mamy ochotę na wakacjach to bieganie po lekarzach. Dokładnie to samo dotyczy ubrań czy butów kupowanych w ostatniej chwili, na wyjazd. Bolesne obtarcie potrafi skutecznie popsuć każde wakacje, a niedopasowana sukienka humor. Dawno temu zdarzyło mi się kupić dwie koszulki przed samym wylotem. Zapomniałam tylko, że potrzeba do nich odpowiedniego stanika, którego nie mam i żadnej z koszulek finalnie nie włożyłam. Nie zabrałam też innych, co sprawiło, że musiałam 2 razy częściej prać ubrania. Taki drobiazg, nie koniec świata przecież, ale wkurzający. Poważniej robi się, gdy wybieramy się na górski treking i zabierzemy nowe buty trekingowe. Gdy one obetrą, wakacje mogą być w całości spisane na straty. Tyle ode mnie. Dodalibyście do listy jakieś rzeczy, które zdarzyło Wam się zabrać na wakacje zupełnie bez sensu i drugi raz tego nie zrobicie? Partnerem dzisiejszego tekstu jest marka Zalando – mój wieloletni partner blogowy, który na wakacje przygotował bardzo praktyczny poradnik dla podróżujących. 55 komentarzy 67 komentarzy 38 komentarzy 45 komentarzy najstarszy najnowszy oceniany Inline Feedbacks View all comments W sumie w pierwszym wpisie poruszyłaś temat, który kołacze mi w głowie bardzo długo – nie chce mi się marnować wakacji na robienie setnego kadru, żeby w końcu był idealny. No i tak, mój instagram na tym cierpi i ja wiem, że mogłabym lepiej, ale kufajka, to mają być wakacje! Reply to joule 4 lat temu Dokładnie tak :) Reply to joule 4 lat temu Ale Ty masz cudny instagram! :) Poza podróżną apteczką na czarną godzinę nigdy nie zabrałam ze sobą czegoś, co by mi się nie przydało :) Do pakowania się podchodzę raczej rozważnie. Do tej pory korzystałam z bagaży podręcznych, a one wymagają samodyscypliny w kwestii pakowania się. Na szczęście nie jest to dla mnie problemem. Co do próbek, to prawda, lepiej nie zabierać czegoś nieprzetestowanego. Już sobie wyobrażam swoją złość, kiedy dostaję uczulenie na jakąś maseczkę. Ja próbki polecam, ale marek, które znamy. Robię tak np. z marka Yves Rocher, którą używam na co dzień. Często do zakupów dodają próbki, a te wykorzystuję na urlopie, co by nie dźwigać zbędnego balastu. Myślę, myślę i chyba nic nie wymyślę poza punktami, które uwzględniłaś :) A u mnie na jutro czeka zaplanowany wpis o pięciu gadżetach, które warto wrzucić do podręcznej torby :D My dzisiaj w nocy wyruszamy na drugą część urlopu i bardzo się cieszę, że jedyne czego wzięłam dużo, to kosmetyków – bo mam zamiar standardowo szaleć z makijażem :D Dwie najbardziej „wymagające” opcje podróżowania to tak jak piszesz – samolot, zwłaszcza lecąc tylko z podręcznym. Oraz plecak, bo tutaj każdy kilogram ma znaczenie, a nasz kręgosłup zdecydowanie woli nosić ich mniej ;) I chociaż można kupić plecaki nawet po 85l, to ja bardzo lubię podróżować z moją „30-tką” (przekładając to na walizki to typowa kabinowa ma 30-35l). W zeszłe wakacje leciałam z nim na 12 dni do Gruzji i Włoch, więc jednocześnie potrzebowałam buty trekingowe, kurtkę przeciwdeszczową, polar (bo na górzystych terenach wieczorami zimno było), ale jednocześnie stroje na 28 stopni i plażę. Zmieściłam się, razem z lustrzanką i dwoma obiektywami ;) nie przekraczając przy tym 8 kg. Na 2,5 tygodnia w Japonii też się zmieściłam (w tym wypadku aparat leciał osobno). Co się u mnie najlepiej sprawdza przy pakowaniu? Jak już wyżej wspomniałam ograniczona przestrzeń/waga (wychodzę z założenia, że zawsze mogę wyprać ubrania) oraz to, że jestem ze sobą szczera i wiem, że nie potrzebuję tony ubrań, skoro w domu też noszę na zmianę kilka ulubionych :) No i fakt, że się prawie nie maluję też upraszcza życie. Ciekawy punkt o książkach. Wielokrotnie brałem ambitne lektury na wakacje. I często pierwszego dnia mówiłem sobie: no dobra, może nie dziś. Drugiego też. I tak do końca urlopu! Po prostu wtedy jest się w innym trybie, takie trudne teksty jakoś trudniej przyswoić (choć czasami mi się udawało). Faktycznie, lepiej brać coś lżejszego. Dlatego spodobało mi się to co napisałaś: by odpocząć od „nieustannego poczucia obowiązku rozwoju osobistego”. Mnie denerwuje koniecznosc zabierania ladowarek, statywow, kabli i wszystkiego, czego uzywam do nagrywania filmow i robienia zdjec. Dlatego najczesciej jade tylko z telefonem i nie martwie sie o reszte :) A jezeli chodzi o ubrania, to chyba od co najmniej 6 lat mam zestaw letnich sukienek, ktore co roku zabieram ze soba na wakacje i zmieniam tylko dodatki typu buty/kapelusz. Dzieki temu wiem, ze bedzie mi wygodnie, szkoda tylko, ze co roku prezentuje sie na zdjeciach w tych samych ubraniach :) Nie lubie jeszcze ograniczen „100 ml” na produkty kosmetyczne, ale po prostu kupuje kremy przeciwsloneczne, szampon i balsam do ciala na miejscu, bo wiem, ze i tak zuzyje wiekszosc z nich i nie bede musiala zawozic z powrotem do domu. Reply to Monika | Paris by Moni 4 lat temu Oj, ja też znam ten ból jeśli chodzi o sprzęt foto. Cały czas obiecuję sobie, że przed następnym wyjazdem zainwestuję w mniejszy i poręczny sprzęt. Reply to Monika | Paris by Moni 4 lat temu Dlatego tak się wstrzymuję przed podejściem do wideo. ;)) Konieczność zakupu i targania całego tego sprzętu jest karą za niepopełnione grzechy. ;)) Reply to Monika | Paris by Moni 4 lat temu tez mam ciagle te same ciuchy na zdjeciach. mam moj ulubiony czarny sweterek w biale kropki, ktorego kocham, jest charakterystyczny i mam go ze soba prawie zawsze. i na kazdym zdjeciu :) ale jakos juz sie do tego przezwyczailam :D Reply to Asia | 4 lat temu Jak go kochasz to nos ile sie da :) Ja wychodze z takiego zalozenia. Reply to Asia | 4 lat temu Mam tak samo ? Reply to Monika | Paris by Moni 4 lat temu Tak tak! Od jakis 5 lat na wakacyjnych zdjęciach mam te same ubrania ? W piatek wylatuje i juz wiem, ze spakuje prawie te same ubrania co rok temu :D z jednej strony, moze sie to wydawać dziwne, ale z drugiej – fajnie, ze mam tak skomplementowana garderobę i ze ubrania tak wiele przetrwały! No wlasnie, przynajmniej jakosc ubran mozna chwalic :) Tydzień temu wróciłam z mamą z 5-dniowych rzymskich wakacji. Miałyśmy jedną kosmetyczkę, a w niej wszystko by się umyć, leciutko pomalować i ochronić przed słońcem. Garderobę też ograniczyłam do minimum: jedne szorty, jedne długie chinosy (na podróż), spódniczka, koszula, 4 bluzki, bluza (na podróż), pidżama i bielizna, dwie pary butów (w tym jedne na sobie w podróży). I co? I wystarczyło! Świetnie wyglądałam i świetnie się czułam w moich ubraniach w każdej sytuacji! Jedyna zbędna rzecz jaką zabrałam to instax, zamiast tradycyjnego aparatu (odkąd mam iphona 6 tradycyjna cyfrówka poszła w odstawkę). Instaxem zrobiłam 3 zdjęcia – zwyczajnie zapominałam go wyciągać z plecaka… Za to nie wyobrażam sobie nie mieć dobrego przewodnika w formie papierowej (polecam wyd. ExpressMap) i nazwożenia do domu pamiątek z podróży, najlepiej tych do jedzenia dla siebie i przyjaciół :). Mam tak samo :) W tym roku na wyjazd pięciodniowy zabrałam dużo mniej ubrań niż zazwyczaj i jestem bardzo zadowolona, choć i tak nie wszystko było potrzebne. Też mam wewnętrznego skąpca ? Reply to Kinga 4 lat temu Piątka! :) Reply to Katarzyna Kędzierska 4 lat temu ?? U mnie właśnie najlepiej sprawdzają się gotowe ałtfity – oczywiście nie jakieś przestylizowane czy wymagające prasowania, ale ZAPLANOWANE. Jak sobie ich nie zaplanuję, to potem kończę z za dużą ilością niepasujących do siebie ciuchów, z których wykorzystam kilka, a coś i tak będę musiała dokupić. Więc teraz zestawiam sobie ubrania przed wyjazdem sposobem: jedne spodnie + kilka pasujących gór, jedna spódnica + kilka gór, dwie pary butów do wszystkiego + ew. specjalistyczne, np. ubranie w góry. Za to totalnie zgadzam się z niezabieraniem czegokolwiek, czego nie sprawdziliśmy przed wyjazdem. Dotyczy to i ubrań i butów i kosmetyków, artykułów hig, sprzętów – no wszystkiego. Co do książek – tutaj u mnie konsternacja. Ja akurat książki psychologiczne czytam dla przyjemności – taka tematyka najbardziej mnie ciekawi. Ale rozumiem, że masz na myśli nie zabieranie książek, które traktujemy ambicjonalnie. W sumie może to być zarówno podręcznik jak i cięższa proza, reportaż, cokolwiek. Tak sobie myślę. :) Zgadzam się. Mam taką anegdotkę – kilka lat temu, kiedy zaczynałam pracę, moja szefowa, stylowa i piękna (była kupcem w branży odzieżowej) nawet na 2 dni do centrali latała z bagażem rejestrowanym. Zapytałam ją kiedyś, po co jej tyle tego na jedną-dwie noce, a ona popatrzyła na mnie z czułością i powiedziała, że kiedyś zrozumiem, ze 5 par butów na 2 dni to absolutnie normalna sprawa! ;) Reply to Karo (pinchofsalt) 4 lat temu Domyślam się, że jeszcze nie zrozumiałaś? ;)) Reply to Katarzyna Kędzierska 4 lat temu Niestety nie:) Reply to Karo (pinchofsalt) 4 lat temu Przyznam sie, ze chociaz anim stylowa, ani piekna, raz wzielam 5 par butow na jeden weekend (i wszystkie byly noszone!) dziękuję Kasiu za świetny post. Osobiście bardzo przypadł mi do gustu załączony filmik z pakowania plecaku. Przyda się:) W poprzednim roku podczas urlopu miałam zaplanowaną konferencję (w tym gala dinner na elegancko), polską plażę (kurtka przeciwdeszczowa musiała być), zwiedzanie polskim miast i wypad do rodziny na wieś. Udało się! W tym roku będzie podobnie, choć dzięki Twoim instrukcjom i doświadczeniom z poprzedniego roku plecak będzie jeszcze lżejszy. Reply to Natalia Kołodziejczyk 4 lat temu Genialnie, bardzo się cieszę! :) ze wzgledu na czeste wyjazdy sluzbowe, pakuje sie juz jak robot (chyba ze mam zly dzien wtedy jak rozkapryszona nastolatka, ktora wrzuca do walizki wszytsko). konkretne zestawy, wyprobowane ciuchy, kosnetyki w malych opakowaniach… zycie jest wtedy duzo prostsze i mozna skupic sie na odkrywaniu i radosci Bardzo polecam zakup czytnika, nie tylko na podróż. Zwlekałam z tym kilka lat, bo wydawało mi się, że nie czytam na tyle dużo, żeby opłacało mi się wydanie kilkuset złotych. W końcu kupiłam i teraz czytam codziennie :) w komunikacji miejskiej, w podróżach, w kolejkach, wszędzie. Mam pod ręką kilkadziesiąt książek, a wszystkie razem są lżejsze i mniejsze, niż dowolna książka papierowa. Ehh.. także uwielbiam się pakować :) W tym roku pierwszy raz leciałam za granice i w teorii przed pakowaniem „nie będę brała niepotrzebnych rzeczy, wiem co potrzebuje” a w dzień pakowania „no może jeszcze to i to… no ta sukienka będzie ślicznie wyglądać na zdjęciach, o makijażu też myślałam, że biorę tylko to co będę używać… okazało się, że przez 80% czasu w ogóle się nie malowałam, a na reszcie w sumie malowałam się tylko po to by zakryć czerwony nos od słońca więc krem CC i puder. W bagaż rejestrowany niby się zmieściłam i nogą upychać nie musiałam, ale patrząc teraz na to to wzięłam o 30 % ubrań za dużo i cieszyłam się bardzo kiedy chłopak zaproponował, że zniesie walizkę z tego 3 pięta… :D Książki papierowe wzięłam dwie w tym jedna w formacie kieszonkowym, bo po prostu A. Christie lubię czytać dotykając papieru :) Reszta na tablecie, bo czytnika się jeszcze nie dorobiłam, a aparat… wzieęam swoją już babcie cyfrówkę, jednak zdjęcia wygodniej robiło mi się telefonem, bo zawsze był pod ręką. Aparat natomiast leży teraz w serwisie i wyciągają z niego nektarynkę :( Reply to Kasieeek 4 lat temu No ta nektarynka wywołała u mnie salwy śmiechu :)))) Chyba wakacje się udały :) Mój aparat na jednych wakacjach został utopiony i nie udało mi się go odratować. Jak pojawiły się dzieci kupiliśmy lustrzankę i na początku robiliśmy bardzo dużo zdjęć i targaliśmy ją na każde wakacje. Ostatnio już nie chce nam się jej wozić bo to jednak spory ciężar a przy 4-osobowej rodzinie i tak bagażu jest sporo. Kiedyś na urlop zabierałam zdecydowanie za dużo ubrań i butów. Pamiętam jak raz zabrałam buty na koturnie do sukienki na wieczór, które ostatecznie założyłam raz i starły mi okrutnie nogi, które po prostu od upału troszkę spuchły. Nie dość,że buty były ciężkie i zajęły sporo miejsca w bagażu to jeszcze przyprawiły mnie o bolesne obtarcia i nieestetyczne plastry na nogach. Ehhh.. Teraz (także troszkę z musu) dokładnie planuję sobie zestawy, które można dowolnie miksować i w razie zabrudzeń po prostu coś przepiorę a butów na obcasie czy koturnie nigdy nie biorę. Jednak ta zasada w przypadku dzieci słabo działa. Tutaj wolę mieć troszkę zapasu bo na ogół plamy wymagają bardziej drastycznych środków i mydło nie wystarczy. Poza tym w bagażu zawsze muszą się znaleźć doraźne sprawdzone wcześniej leki (to ważne szczególnie za granicą – w Polsce można kupić w każdej aptece). Książkę na ogól zabieram jedną i to w wydaniu kieszonkowym (by była lekka) i kupuję (np. na lotnisku) magazyny kolorowe, które czytam tylko i wyłącznie w wakacje i nigdy nie zabieram ich z powrotem do domu tylko zostawiam gościom hotelowym. Reply to Kasia 4 lat temu Też tak robię z magazynami, chyba że mam Przekrój – ten zabieram do domu. ;) Będąc mamą dwójki małych dzieci nabrałam nawyku zabierania, pakowania, czy to na dłuższe wakacje, czy krótki weekendowy wyjazd – wielu rzeczy na wszelki wypadek. Początkowo trudno mi było przestawić się na „jakoś to będzie”, ale nauczona doświadczeniem już wiem, że większość rzeczy, których zdecyduję się nie zabierać można spokojnie albo zastąpić albo po prostu się bez tego obejść (kreatywność poziom master!). Do wprowadzania minimalizmu do pakowania popchnęło mnie samo życie – nie mamy samochodu, a podróże komunikacją miejską / pociągiem czy autobusem automatycznie przestawiają na tryb oszczędności w wadze walizek, plecaków czy innych pakunków :) A ja właśnie jestem na wakcjach w Grecji i myślę, że w sumie się zastosowałam do porad! ? My wybieramy się w najbliższym czasie w góry. Z jednej strony wymagająca wspinaczka, z drugiej będą dni przeznaczone na totalny relaks :) cieszę się, że trafiłam na Twojego bloga, może jakoś ogarnę połączenie trekkingów, polarów z letnimi kieckami ;) Jedna rzecz chyba jeszcze nie zostala wspomniana: bizuteria. Pare lat zajelo mi uswiadomienie sobie, ze woze ze soba worek swiecidelek jak jakis Smaug, a potem chodze dwa tygodnie w jednych kolczykach. Reply to fat_budgie 4 lat temu Też miałam ten problem i rozwiązałam go w podobnym czasie;). Reply to fat_budgie 4 lat temu A u mnie na odwrót – jestem właśnie na chyba pierwszym wyjeździe, na który wzięłam jakąkolwiek biżuterię (naszyjnik i bransoletkę, naszyjnik noszę codziennie). Ale ja ogólnie mam z biżuterią problem – np. przyzwyczajenie się do pierścionka zaręczynowego, a potem obrączki zajęło mi bardzo dużo czasu :P A tak mi się podobają inne dziewczyny mające na sobie mnóstwo ozdób :/ Jestem mistrzynią pakowania (jak ktoś chce wiedzieć coś o sakwach rowerowych to polecam!), ale raz zdarzyło mi się wyjechać bez ubrań. Wyjęłam torbę z ubraniami bo chciałam coś przepakować, a potem o niej był bardzo udany co świadczy o tym, że tak naprawdę wszystko jest zbędne ;) Bagaż minimalizuję bardzo prosto – mam tak mało rzeczy, że i tak nie zapełniłabym dużej walizy. Poza tym pakuję małą kosmetyczkę i stawiam na rzeczy uniwersalne – jedno mydło do twarzy, ciała i włosów, krem z filtrem, pasta do zębów, antyperspirant. Z makijażowych tusz do rzęs i puder matujący. I już. Zazwyczaj mam najmniejszy i najlżejszy bagaż ze wszystkich uczestników wycieczki. Co się stało z Twoim wpisem o Chiang Mai w Tajlandii? Nie mogę go znaleźć, a niedługo się tam wybieram i chciałabym przeczytać go jeszcze raz :-) Pozdrawiam, Renata Reply to Renata 4 lat temu Cześć Renato, planujemy dużą zmianę szablonu i sporo prac nad blogiem trwa teraz „w tle”. Czeka mnie również techniczny przegląd tekstów i być może dlatego. Reply to Katarzyna Kędzierska 4 lat temu Dziękuję za odpowiedź! Pozdrawiam! Pakowanie się to ostatnio mój konik! Jestem na miesięcznym kursie językowym za granicą, sam wyjazd trwa 40 dni i spakowałam się (a przynajmniej próbowałam) w powiększony bagaż podręczny, czyli niewielką walizkę z ograniczeniem do 15 kilogramów (wykorzystałam 9 kg). Niestety, kilka rzeczy musiałam wysłać samej sobie paczką (między innymi dlatego, że nie wolno ich wnieść na pokład samolotu), ale to nadal wydaje mi się sensowniejszym rozwiązaniem, niż płacenie dodatkowo za bagaż rejestrowany (20 kilogramów, kto tyle ze sobą wozi?! :)). Do walizki zmieściłam wszystkie ubrania, dwie pary butów, część kosmetyków, dużego laptopa i wszystkie te nieznośne elektroniczne gadżety, czytnik ebooków, butelkę na wodę, no wszystkie rzeczy codziennego użytku + to, co zwykle noszę w torebce (bo kochany Wizzair chce kasę za wszystko, za mini bagaż podręczny też – to jest, swoją drogą, interesujący temat, jak linie lotnicze wykorzystują swój monopol na latanie ;) i wyciskają z pasażerów ostatni grosz). Niczego mi nie brakuje, mam też w planie kilka rzeczy tu zostawić (np. wrzucić do kontenera sandały, za którymi nie przepadam) i mam nadzieję, że w drugą stronę uda się już bez pomocy poczty! :) Przybijam piątkę ze wszystkimi wewnętrznymi skąpcami! Pakowanie się to ostatnio mój konik! Jestem na miesięcznym kursie językowym za granicą, sam wyjazd trwa 40 dni i spakowałam się (a przynajmniej próbowałam) w powiększony bagaż podręczny, czyli niewielką walizkę z ograniczeniem do 15 kilogramów (wykorzystałam 9 kg). Niestety, kilka rzeczy musiałam wysłać samej sobie paczką (między innymi dlatego, że nie wolno ich wnieść na pokład samolotu), ale to nadal wydaje mi się sensowniejszym rozwiązaniem, niż płacenie dodatkowo za bagaż rejestrowany (20 kilogramów, kto tyle ze sobą wozi?! :)). Do walizki zmieściłam wszystkie ubrania, dwie pary butów, część kosmetyków, dużego laptopa i wszystkie te nieznośne elektroniczne gadżety, czytnik ebooków, butelkę na wodę, no wszystkie rzeczy codziennego użytku + to, co zwykle noszę w torebce (bo kochany Wizzair chce kasę za wszystko, za mini bagaż podręczny też – to jest, swoją drogą, interesujący temat, jak linie lotnicze wykorzystują swój monopol na latanie ;) i wyciskają z pasażerów ostatni grosz). Niczego mi nie brakuje, mam też w planie kilka rzeczy tu zostawić (np. wrzucić do kontenera sandały, za którymi nie przepadam) i mam nadzieję, że w drugą stronę uda się już bez pomocy poczty! :) Przybijam piątkę ze wszystkimi wewnętrznymi skąpcami! Ja za to jednak lubie wziąć kamerę sportową. Często jak gdzieś wylądujemy to szukamy czegoś ciekawszego do zrobienia. Z telefonu często się tego nie nagra. Ostatnim razem np był zjazd na tyrolce, to sobie zaczepiłam Lamaxa na szelkach. Super się to nagrało, tak jak by ptak leciał, bo mnie nie widać :))

co zabieramy na wakacje ale często z tego nie korzystamy